Zgłosił się do mnie młody chłopak z okolic Krakowa z fatalnym urazem kończyny dolnej, powstałym w wyniku nietypowego wypadku. Chłopak przeskakiwał przez płot i zawisł na kończynie wbitej golenią w wystającą część ogrodzenia. Wisiał tam 5 godzin zanim go ktoś znalazł. Ledwo przeżył.

W wyniku wypadku doszło do olbrzymich uszkodzeń wewnętrznych goleni i stopy, ropowicy. Noga była bliska amputacji. Stopa była nieczynna, ustawiona w pozycji końskiej, pacjent nie mógł jej obciążać. Gojenie trwało bardzo długo i nawet, gdy rany wygoiły się, kończyna była mało użyteczna, mówiąc dosadnie – do amputacji!!!

Chłopak trafił do mnie zdesperowany i załamany.

Podjęcie decyzji o operacji było niełatwe, sprawa bardzo trudna. Trzeba było się liczyć z wszystkimi możliwymi powikłaniami, w tym także z amputacją. Po przemyśleniu i głębokiej analizie przypadku zdecydowałem się pacjenta zoperować. Jednocześnie poinformowałem rodziców i chłopaka o możliwych zagrożeniach.

Zabieg operacyjny był duży, skomplikowany. Polegał na uwolnieniu wszystkiego od przyśrodka stopy i od tyłu, wydłużeniu Achillesa o 8 cm oraz, co najważniejsze, musiałem podjąć próbę przeniesienia jednego z ostatnich czynnych mięśni mogących zastąpić zginanie grzbietowe, mięśnia piszczelowego przedniego, na grzbiet stopy, aby zmienić jego działanie. Od teraz miał on zginać stopę grzbietowo.

Po operacji byłem zadowolony, marzyłem, żeby osiągnąć możliwość podparcia całą stopą i uzyskać jakikolwiek czynny ruch stopy zgięcia grzbietowego. Teraz chory jest 8 tyg. po operacji. Stwierdzam bardzo dobry wynik:
staje na kończynie, na całej stopie, obrzęk stopy jest znacząco mniejszy, dolegliwości również i, co najważniejsze, potrafi trochę zginać grzbietowo stopę.

Jest to jeden z moich największych sukcesów zawodowych.

Ryszard Stawicki